Warszawa, 14 maja 2026 r.

Kontynuując wcześniejszy tekst:
– można dziś postawić pytanie znacznie poważniejsze.
Nie o to, czy problem istnieje, bo ten widać już wprost w referatach prokuratorów rejonowych.
Należy zastanowić się:
Co właściwie zmieniło się po styczniu 2024 roku?
Przez lata środowisko części prokuratorów, szczególnie skupione wokół narracji o przywracaniu praworządności, przekonywało opinię publiczną, że źródłem kryzysu prokuratury były centralizacja, polityka kadrowa, delegacje, nierówności organizacyjne i „królowie życia”, funkcjonujący ponad realiami zwykłych jednostek.
Symbolem tej narracji stał się głośny raport:
Przekaz był prosty : Państwo miało zostać odzyskane, prokuratura odpolityczniona, a ciężar pracy rozłożony bardziej sprawiedliwie. Minęły jednak ponad dwa lata. Sprawdzamy i pytamy zatem: Skoro obecnie to właśnie przedstawiciele tego środowiska współkształtują kierownictwo prokuratury, to dlaczego prokuratury rejonowe znajdują się w stanie, którego nie da się już opisać wyłącznie jako trudnej sytuacji kadrowej?
Nie mówimy już dziś o pojedynczych przypadkach przeciążenia. Mówimy o referatach sięgających 300 spraw, 250 spraw czy 150 spraw w toku. I nie są to przypadki incydentalne.
W tabelach powracają stale te same nazwy: Warszawa-Wola, Warszawa-Mokotów, Warszawa Śródmieście-Północ, Wrocław-Krzyki, Gdańsk-Śródmieście, Poznań-Grunwald, Szczecin-Zachód i Kraków-Podgórze. A więc są to miejsca stanowiące realny fundament postępowań przygotowawczych w największych ośrodkach państwa.
A przecież nadal obowiązuje art. 32 § 1 ustawy Prawo o prokuraturze, który stanowi:
„Prokurator bezpośrednio przełożony oraz zwierzchnik służbowy zapewniają równomierne obciążenie obowiązkami służbowymi podległych im prokuratorów.”
Tymczasem rzeczywistość pokazuje dziś coś dokładnie odwrotnego. Powstał system skrajnej dysproporcji: z jednej strony referaty w Prokuraturach Rejonowych przekraczające granice organizacyjnej wydolności, z drugiej zaś struktury centralne, w których liczba prowadzonych spraw bywa symboliczna.
A zatem gdzie dziś są wszystkie postulaty dotyczące równego obciążenia, transparentności, skończenia z kastą uprzywilejowanych i przywrócenia normalności organizacyjnej? Bo jeżeli prokurator Prokuratury Rejonowej prowadzi równolegle 200 czy 300 spraw, a inni prokuratorzy funkcjonują przy referatach symbolicznych lub wręcz iluzorycznych, to problem nie został rozwiązany. Problem został jedynie przeniesiony, przypudrowany demagogią i utrwalony.
Paradoks obecnej sytuacji polega bowiem na czymś jeszcze bardziej niepokojącym. Przez ostatnie lata obywatel słyszał, że źródłem kryzysu jest władza i „królowie życia”. Dziś jednak to właśnie środowiska najgłośniej krytykujące dawny model współodpowiadają za system, w którym przeciążenie rejonów nadal narasta, dysproporcje pozostają ogromne, a ciężar funkcjonowania tej instytucji nadal spoczywa na tych samych prokuraturach pierwszej linii.
Jest przy tym jedna różnica, o której warto powiedzieć wprost. Ci, którzy nazywani byli dawniej „królami życia”, niezależnie od oceny ich awansów, delegacji czy ścieżek kariery, bardzo często prowadzili poważne sprawy, ponosili realną odpowiedzialność procesową i funkcjonowali w warunkach rzeczywistego obciążenia. Można było spierać się o mechanizm ich awansu, ale nie zawsze można było uczciwie twierdzić, że byli całkowicie oderwani od pracy merytorycznej.
Dziś problem bywa bardziej cyniczny: część osób uczestniczących w nowym układzie zarządzania prokuraturą korzysta z komfortu stanowisk, delegacji albo struktur wyższego szczebla, przy obciążeniu symbolicznym, nieporównywalnym z ciężarem referatów prokuratorów rejonowych.
Cenę za tę hipokryzję płacą obywatele czekający miesiącami na decyzje procesowe i sami prokuratorzy, od których oczekuje się pracy niemożliwej do wykonania z należytą starannością przy takich referatach. Przy takiem selektywnym obciążeniu nie można już mówić o normalnym prowadzeniu postępowania przygotowawczego.
To organizacyjna fikcja. Prokurator w takim modelu nie jest w stanie realnie i skutecznie nadzorować śledztw, uczestniczyć w rozprawach, dyżurować. To oczywiste!
To nie jest prokuratura, którą obywatelowi obiecywano po styczniu 2024 roku. To nie jest odbudowa państwa prawa. To nie jest reforma. To patologia organizacyjna w wykonaniu ludzi, którzy jeszcze niedawno sami z tej patologii czynili akt oskarżenia.
Paradoks polega na tym, że dziś najbardziej obciążeni nie są ci, którzy o reformie najgłośniej mówią. Najbardziej obciążeni są prokuratorzy z Prokuratur Rejonowych – ci, którzy każdego dnia mają utrzymać elementarną sprawność tej instytucji.
Tymczasem państwo liczy, że nikt zbyt głośno nie zapyta, dlaczego fundament wymiaru sprawiedliwości pęka właśnie tam, gdzie miał zostać wzmocniony.
Zapraszamy do zapoznania się poniższymi wyliczeniami. Nie publikujemy danych osobowych, choć są one nam znane. Nie jesteśmy jak oni. Informacje zostały pozyskane w trybie dostępu do informacji publicznej.
