Gdy metodologia ustępuje polityce

https://t.co/ADgsu9aI8M

Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że publikacja Prokuratury Krajowej z 6 marca 2026 r. miała być spóźnioną odpowiedzią na lutowy tekst Niezależnej o „zapaści” warszawskiej prokuratury pod rządami Koalicji 13 Grudnia. Jeżeli taki był zamiar, zakończył się on nie polemiką, lecz samodemaskacją. Zamiast rzetelnego obrazu praktyki zatrzymań dostaliśmy materiał obejmujący zatrzymania z okresu od 1 stycznia 2015 r. do 31 grudnia 2023 r., a więc przypadającego niemal w całości na lata rządów PiS. Trudno o bardziej wymowne potwierdzenie, że nie chodzi tu o chłodną diagnozę instytucji zatrzymania, lecz o politycznie użyteczny komunikat.

To zresztą nie jest analiza zatrzymania o jakim mowa w treści art. 244–248 k.p.k. w pełnym, statystycznym czy systemowym ujęciu. To jest analiza starannie wyselekcjonowanej puli spraw, już wcześniej ocenionych przez sądy jako przypadki „niewątpliwie niesłusznego zatrzymania” z art. 552 § 4 k.p.k. Sam komunikat PK mówi wprost, że właśnie to było kryterium wyboru 361 spraw. Innymi słowy, najpierw wybrano wyłącznie sprawy, w których stosowanie instytucji zatrzymania zostało z różnych przyczyn zakwestionowane, a potem podsumowano, że praktyka była zła.

Tak zbudowana narracja tej analizy nie pozwala opisać rzeczywistej praktyki zatrzymań, lecz co najwyżej kataloguje porażki. Sąd Najwyższy od lat podkreśla, że kontrola z art. 246 § 1 k.p.k. i roszczenie z art. 552 § 4 k.p.k. nie są tożsame. Skoro więc nawet na poziomie dogmatycznym są to dwa różne porządki oceny, tym bardziej nie wolno udawać, że z samej puli spraw odszkodowawczych da się napisać analizę dotyczącą zatrzymań jako takich. Exceptiones non sunt extendendae, a zatrzymanie jest przecież wyjątkiem od wolności osobistej, nie materiałem do politycznej gry.

Komunikat PK wyjaśnia, co analizowano i kto analizował. Nie wiadomo jednak według jakiego klucza sprawy wyselekcjonowano. A skoro nie wiadomo, jak padł wybór właśnie na te sprawy, to nie sposób traktować całego przedsięwzięcia jako transparentnej analizy. W państwie prawa metodologia nie może być domniemana. W publicznie pokazanym materiale najbardziej uderza brak mianownika. Wiemy, że było 361 spraw, wiemy, że 241 razy wniesiono zażalenie, wiemy, że 248 zatrzymań dotyczyło art. 244 k.p.k., a 113 spraw- art. 247 k.p.k. Nie wiemy natomiast, ile dokładnie zatrzymań przeprowadzono w każdym roku badanego okresu, ile z nich dotyczyło poszczególnych kategorii przestępstw, jaka była liczba zatrzymań wykonywanych przez jednostki Policji, a jaka przez inne uprawnione służby, ani jaki odsetek całości stanowiła badana próba. Bez tego nie ma mowy o rzetelnym badaniu problematyki. Jest tylko sugestia, a sugestia to za mało, aby mówić o rzetelności analizy.

Najbardziej uderza jednak coś jeszcze. Sąd, rozpoznając zażalenie na zatrzymanie, bada  zgodnie z art. 246 § 1 k.p.k., zasadność, legalność i prawidłowość. (Komentarzach: L.K. Paprzycki (red.), Komentarz aktualizowany do art. 1–424 Kodeksu postępowania karnego, LEX/el. 2015, oraz J. Grajewski, S. Steinborn [w:] Kodeks postępowania karnego, t. I, red. L.K. Paprzycki, Warszawa 2013.). Tymczasem z komunikatu PK nie dowiadujemy się, ile dokładnie zażaleń uwzględniono z powodu samej nieprawidłowości wykonania zatrzymania, ile z powodu nielegalności, ile z powodu niezasadności, a ile z powodu konfiguracji tych wad. A przecież różnica między sytuacją, w której prokurator wydał decyzję zasadnie, lecz wykonanie przez funkcjonariuszy było wadliwe, a sytuacją, w której już samo zarządzenie było bezpodstawne, jest różnicą fundamentalną. Bez takiego rozbicia nie ma analizy, jest tylko efektowny skrót.

Równie znaczące jest to, czego nie zbadano. PK objęła badaniem zatrzymania zrealizowane tylko do 31 grudnia 2023 r. Nie ma więc realnego porównania z okresem już w pełni pozostającym pod odpowiedzialnością nowej władzy. A przecież właśnie po 13 grudnia 2023 r. mieliśmy zatrzymania wyjątkowo medialne i politycznie nośne – choćby sprawę ks. Michała Olszewskiego, zatrzymanego w marcu 2024 r., po której RPO stwierdził później niehumanitarne traktowanie i inne naruszenia praw i wolności, czy sprawę Marcina Romanowskiego, zatrzymanego w lipcu 2024 r. mimo ochrony wynikającej z immunitetu parlamentarnego Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Sądy w przeciwieństwie do prokuratorów, okoliczność tę uznawały za przeszkodę procesową realizacji czynności zatrzymania i stosowania tymczasowego aresztowania. Jeżeli ktoś naprawdę chciał pokazać problematykę zatrzymań w Polsce, to właśnie takie sprawy powinny być przynajmniej omówione jako kazusy porównawcze. Ich brak nie jest przypadkiem, jest celowym zabiegiem.

Właśnie dlatego publikacja PK nie wzmacnia standardu państwa prawa, lecz go osłabia. Zamiast uczyć organy stosowania zatrzymania jako środka wyjątkowego, proporcjonalnego i starannie uzasadnionego, potwierdza zaangażowanie Prokuratury i innych służb w politykę. A to działa jak klasyczny efekt mrożący: policjant ma się bać zatrzymania osoby, prokurator ma się bać wydać zarządzenie, a opinia publiczna ma dostać prosty obraz, w którym zatrzymanie jawi się nie jako legalny środek procesowy z art. 244–248 k.p.k., lecz jako niemal z definicji podejrzana forma państwowej opresji. To fatalny sygnał dla praktyki.

A jeszcze gorszy dla autorytetu organów ścigania, które po 13 grudnia 2023 r. i tak są już wystarczająco głęboko wciągane w spór polityczny.

Konkluzja jest dość surowa, ale trudno o inną. To nie jest analiza dotycząca zatrzymań. To jest pseudoanaliza, niemerytoryczna, zbudowana na negatywnie dobranej próbie, z niewyjaśnioną metodą selekcji, bez pełnej statystyki, bez realnego materiału porównawczego z okresu po 13 grudnia 2023 r., a za to z bardzo wyraźnym potencjałem politycznym.

Jeżeli taki materiał miał służyć naprawie praktyki w przedmiocie zatrzymań, to nie spełnia własnego celu. Jeżeli miał służyć komunikatowi politycznemu, to owszem, tylko przy okazji obnażył stopień podporządkowania Prokuratury bieżącej narracji polityków. I to jest w tym komunikacie najbardziej kompromitujące.